Ostatnia sesja tygodnia w wielu aspektach przypominała środową. Byki po wczorajszym tąpnięciu rynku próbowały nieco odbudować swój wizerunek, co teoretycznie ułatwiało niższe otwarcie, ale spoglądając na aktywność mierzoną obrotami, nie ma mowy jak na razie o żadnym przesileniu, a tylko przejęcie papierów przez silne ręce gwarantowałoby dłuższy oddech od spadków. Podnosić próbowały się także globalne rynki, ale pod względem skali ruchu wszędzie wyglądało to równie mało przekonująco. Można się więc obawiać, że obecne wahania są jedynie lokalnym przerywnikiem i po jego wyczerpaniu nerwy ponownie mogą wrócić na parkiety. Wydarzeniem piątku, na które teoretycznie mieliśmy się załapać, był debiut Facebooka na Nasdaq. Najprawdopodobniej kłopoty techniczne sprawiły, że debiut, pierwotnie zaplanowany na godzinę 17:00, wypadł już po naszym zamknięciu, zatem Euroland już nie za bardzo miał okazję na niego zareagować. To dość ważny element, bowiem może istotnie zadecydować o krótkoterminowych nastrojach. Debiut wypadł w okolicy +13%, ale już po niespełna dwóch kwadransach cała zwyżka została zniwelowana, a akcje zameldowały się na poziomie odniesienia (38 USD). W poniedziałek rynki w sporej mierze mogą więc żyć tym, jak przebiegał piątkowy debiut i jakie nastroje po sobie zostawił.
Tomasz Gessner |